Archiwum numerów

zarejestruj się zaloguj się

Mistrz w Tomaszowie

Stanisław Borowski, światowej sławy artysta, od blisko ćwierćwiecza mieszka w Niemczech. 15 lat temu kupił przedwojenne, zrujnowane gospodarstwo po polskiej stronie granicy. Przywrócił je do życia z zachowaniem wszelkich prawideł dawnej sztuki budowlanej, konserwatorskiej i ogrodniczej. 

                                                            

Kiedy nikomu w okolicy nieznany Polak, mieszkający od lat w Niemczech, zjawił się w Tomaszowie Bolesławieckim, posiadłość, którą zakupił, była w opłakanym stanie. Dom już dawno rozebrali na cegły okoliczni mieszkańcy. Została stara, zniszczona stajnia i fragmenty innego budynku gospodarczego.


A jednak gospodarstwo urzekło nabywcę wciąż widocznym mistrzostwem budowlanym, malowniczym położeniem, klimatem iatmosferą sprzyjającą intensywnej, twórczej pracy.

Remont, przebudowa i rozbudowa trwały kilka lat. – Konieczne było wzmocnienie konstrukcji budynku, z zachowaniem zabytkowych belek, łuków i sklepień – opowiada gospodarz. – Ważną sprawą był też dobór materiałów, znalezienie zbliżonych wyglądem i właściwościami kamieni, cegieł, elementów żelaznych i drewnianych. Odwiedzałem wysypiska i złomowiska, dotarłem też do producenta wywożącego jako odpady obrzeżne ścinki z bloków piaskowca. Zamiast na śmietniku, wylądowały u mnie na ścianach. Wszystko tu było ważne: opaski okienne, nadproża, łuczki, kamienne cokoły. Odtwarzałem i modyfikowałem, nie zmieniając niczego.


Kim jest właściciel

Stanisław Borowski to jeden z najlepiej sprzedawanych na świecie artystów tworzących w szkle. Od blisko ćwierćwiecza mieszka w Niemczech.

O Borowskim usłyszałam pierwszy raz kilka lat temu od Marka Pekela, artysty z tej samej branży. – Niekwestionowany lider wśród największych twórców szkła – ocenił. – Znany w Europie, USA, Japonii. Jego nazwisko nie jest obce największym kolekcjonerom świata, a prace znajdują się w najlepszych europejskich galeriach.

Prace Borowskiego kupił m.in. były prezydent USA Jimmy Carter oraz aktorzy: Whoopie Goldberg i Nicolas Cage.


Sztuka rodzinna

W latach 60. Stanisław Borowski projektował, formował i grawerował w krośnieńskiej fabryce szkło użytkowe, które podobało się zarówno dyrekcji, jak i odwiedzającym zakład gościom. Wkrótce prace Stanisława znalazły uznanie w stolicy; były wręczane jako prezenty zagranicznym delegacjom rządowym. Artysta otworzył własne studio szkła, by po kilku latach przenieść je do Niemiec. Sprowadził tam żonę Ewę i trzech synów, którzy odziedziczyli zdolności artystyczne po ojcu. Dzisiaj czterech Borowskich podbija artystyczny świat szkła.


Rodzinna siedziba znajduje się w niemieckim Hennef, leżącym między Koblencją a Bonn. Tam artysta osiągnął w latach 80. sukces, tam też w 1990 r. założył z dorosłymi już dziećmi firmę Glasstudio Borowski. Pracują z nim: Paweł – najstarszy syn, dyrektor kreatywny studia; Wiktor – jedyny z braci nieartysta, za to menedżer firmy decydujący o sprawach ekonomicznych i organizacyjnych, oraz najmłodszy, Stanisław Jan, tegoroczny absolwent wydziału szkła. Choć działają wspólnie, każdy z Borowskich jest jako artysta rozpoznawalny przez swoje prace, dzięki odrębnemu stylowi. Rzeźby Stanisława ojca nawiązują do fantastyczno-magicznego realizmu. Równocześnie artysta słynie z ogromnej precyzji; jego prace są perfekcyjnie wyszlifowane i ozdobione bogatą grawerką. Jak pisze o nich amerykański krytyk: „Są to na pierwszy rzut oka bardziej trójwymiarowe obiekty powstałe w wyniku przenikania się malarstwa i grafiki niż rzeźby”.

Prace synów są inne; ma na to zapewne wpływ różnica pokoleń, wychowanie w innym, wolnym świecie  i szczęśliwa młodość. Rzeźby Pawła i Stanisława Jana pokazują jasną stronę życia, pozytywne emocje, magię uczuć.


Nowa pasja mistrza

Znajomy Stanisława Borowskiego, Marek Pekel, mówi o nim: – Wulkan, kipiący energią, człowiek czynu formatu XXL, kopalnia pomysłów.

W Tomaszowie Stanisław Borowski odkrył swoją nową pasję – budowanie. W czasie remontu nie tylko rzucał pomysły i wymyślał konkretne rozwiązania, ale własnoręcznie, stojąc na drabinie, wbijał gwoździe i układał łuki. – Prace wykonywała niewielka ekipa budowlana, lecz wąskie grono rozumiejących mnie osób, znających także technologię wytopu szkła. Tutaj wszystko zostało wymyślone logicznie i praktycznie.


W tych kilkuletnich zmaganiach z budowlaną materią wspierała artystę żona. Choć pani Ewa nie tworzy w szkle, jak jej mężczyźni, była i wciąż jest zaangażowana w funkcjonowanie firmy, domu i ogrodu.


– Kupując ten obiekt, nie znaliśmy jego przeszłości – opowiada. – Ściany podnosiło się z gruzu, a ogród powstał od podstaw.


Cichy zakątek

Gospodarze nie zatrudnili architekta krajobrazu ani nawet nie konsultowali tematu z botanikami. Nie chcieli rabat kwiatowych i wypielęgnowanych grządek; wszystko jak najbardziej naturalne i swobodnie rosnące. To miał być cichy zakątek dający wytchnienie i natchnienie.

Teren porządkował i kilkakrotnie samodzielnie przekopywał sam pan Stanisław. Własnoręcznie odchwaszczał, siał i sadził. W doborze roślin zawsze pomagała mu żona, w pielęgnacji zieleni również jego siostra.


W ogrodzie znajduje się staw z pomostami, przy nim wzniesienie ze skarpą obsadzoną bylinami. Dalej – duża altana, kępy traw i pełno głazów. – Mąż jest zakochany w kamieniach. Żeby zdobyć piękne okazy, jeździ do kamieniołomów – wyjaśnia pani Ewa.


Zasadzone bambusy wymknęły się gospodarzom spod kontroli. Mała kępa nieoczekiwanie rozrosła się do dużych rozmiarów. Nie zniszczyły jej mroźne zimy; bambusy zrzucają jedynie zmrożone listki, które na wiosnę odrastają na nowo. Dzisiaj właściciele obdarowują bambusami przyjaciół, próbując zapanować nad uprawą.


– Nasz dom w Niemczech też ma ogród. Ponieważ położony jest w strefie ochrony krajobrazu, nie wolno nam ingerować w życie flory i fauny znajdującej się na jego obszarze. Żyje tam mnóstwo zwierząt leśnych i ptaków – opowiada Ewa Borowska.


W Tomaszowie roślinom w ogrodzie towarzyszą rzeźby Pawła, łączące elementy metalu ze szkłem: ptaki i zwierzęta, przyczajone do skoku lub lotu, mieniące się w świetle słońca, zaczarowane... Stoi też tutaj altana – dzieło Stanisława Borowskiego. Kamienno-ceglana, z drewnianymi i wiklinowymi siedziskami, dużym, okrągłym stołem i półkami eksponującymi kolejne niezwykłe rzeźby. To miejsce letnich spotkań towarzyskich.


Tyle jeszcze pracy…

Ogród rozciąga się pomiędzy dwoma odbudowanymi irozbudowanymi budynkami. W dawnej stajni mieszcząsię pracownia-huta, magazyny, galeria, biuro, atakże małe, gościnne mieszkanie właścicieli; wdrugim domu mieszka na stałe Paweł zrodziną. Tomaszów stał się obecnie miejscem pracy i rodzinnych spotkań, a także biurem, do którego spływają faksy i e-maile z całego świata. Coraz częściej gospodarze tutaj spędzają całe miesiące, zostawiając pod opieką Wiktora i Stanisława Jana dom w Hennef w Niemczech.


Na piętrze zaaranżowano galerię, gdzie znajdują się dzieła sztuki, przede wszystkim rodzinne: wspaniałe szklane kadłuby statków Stanisława Borowskiego, ręcznie szlifowane i grawerowane, seryjne produkcje Pawła i wprawiające w zachwyt rzeźby najmłodszego Stasia. Dużo jest prac zaprzyjaźnionych polskich malarzy i rzeźbiarzy: Beksińskiego, Milińskiego, Dudy-Gracza, Lebensteina, Młynarczyka, a także artystów austriackich, ukraińskich, rosyjskich. Półki uginają się od zagranicznych albumów o szkle i jego twórcach; w każdym znaleźć można Borowskich.

Pan Stanisław, śmiejąc się, mówi, że na jego nowe szkła trzeba będzie trochę poczekać, tyle jest jeszcze pracy przy rozbudowywaniu gospodarstwa. Główny budynek znów się powiększy; pojawią się nowe powierzchnie do pracy, magazynowania, ekspozycji. Ale to nie koniec. Gospodarz obiecuje niezwykły ciąg dalszy...

 
Autor: Beata Stobiecka
wstecz do góry