Archiwum numerów

zarejestruj się zaloguj się

Gospodynie XXI wieku

Beata Nowacka

Zdaniem pomorskich gospodyń życie zaczyna się po... sześćdziesiątce. Każda z nich ma jeszcze tyle planów na przyszłość i wciąż jest aktywna. Teresa Gajewska wkrótce zrealizuje marzenie swojego życia. – Szykuje mi się wspaniała wyprawa do Włoch. Pojadę z siostrzeńcem na Sycylię! – cieszy się.
Pani Jadzia Zmiczerowska, również należąca do koła zblewskiego, niedawno startowała w Spartakiadzie Emerytów i Rencistów. Jej szczupła sylwetka, sprężysty krok i młodzieńcze spojrzenie mogą zmylić nawet najbystrzejszego obserwatora. Pani Jadzia ma ponad 60 lat, a mimo to bez problemów pokonała konkurentki w skokach na skakance. Skoczyła siedemnaście razy, chociaż jak twierdzi, podczas treningów potrafiła przeskoczyć i „trzydziestkę”, ale „zżarła” ją trema.
Gosia Bogacz, członkini koła łapińskiego, uważana jest za „nadworną” aktorkę. Podczas ostatniego turnieju odgrywała rolę wiejskiej baby, która śmiało prezentowała gospodarzowi swoje barchanowe galoty.
– Rolnik miał wybrać żonę pomiędzy miastową, ciągle rozmawiającą przez komórkę, lecz za to atrakcyjną, a wiejską babą – krągłą, ale zaradną i robotną. Wybrał obie – jedną do pieszczoty, drugą do roboty – żartuje pani Ela.
Na pytanie, czy mężowie nie narzekają, że tyle czasu nie ma ich w domu, panie odpowiadają ze śmiechem: – Czasem trochę zrzędzą, jak to faceci.
– Mam na mojego męża niezawodny sposób – wyznaje pani Teresa. – Przed wyjściem szykuję mu pyszną kolację. Franciszka Rogowska też jeszcze całkiem niedawno chodziła na zebrania. Ma 102 lata. Jest najstarszą członkinią i jedną z założycielek Koła Gospodyń Wiejskich w Zblewie.
–Jesteśmy trochę podstarzałe, ale za to fantazji nam nie brakuje – wyznaje żartem Wanda Pelowska, która jest w kole specjalistką od gawęd w gwarze kociewskiej. Talent pisarski odkryła w sobie w 1997 r., kiedy na turniej kół gospodyń wiejskich trzeba było przygotować piosenkę i „gadkę” po kociewsku. Przewertowała więc słownik gwary kociewskiej, odświeżyła to, czego jeszcze w dzieciństwie uczyli ją dziadkowie.
– Wystarczy obejrzeć telewizję albo posłuchać, co baby na rynku mówią. Warunek, żarciki muszą być o środowisku, przed którym występujemy. Inaczej gada się przed lekarzami, inaczej na opłatku, a inaczej przed biznesmenami – mówi Wanda Pelowska.
Ta działalność pociągnęła za sobą utworzenie zespołu słowno-muzycznego „Rodzina” , który tak się spodobał,
że zaczęto zapraszać go niemal na wszystkie okoliczne imprezy.
– Musiałam zrezygnować z występów, bo zdrowie nie pozwoliło na tak intensywną „działalność artystyczną”. Ale teksty nadal piszę – dodaje pani Wanda.

Odkrywamy siebie
Kociewskie gospodynie są pełne werwy i optymizmu. Teresa Gajewska wciąż żartuje, rozbawia koleżanki.
– Jak to robię? Tyle w życiu przeżyłam, od młodych lat pracowałam na roli, pochowałam trójkę dzieci w jednym grobie, teraz został mi tylko dobry humor. Bez tego człowiek chyba by zwariował.
To właśnie ona stała się gwiazdą pokazu mody podczas turnieju w Jabłowie na Kociewiu, gdzie miały za zadanie pokazać swe koło gospodyń za 50 lat. Wymyśliły pokaz mody ekologicznej.
– Miałam na sobie stringi, a do nich przypięte z przodu i z tyłu duże materiałowe słoneczniki. Koleżanki mówiły mi, że zrobiłam furorę – śmieje się Teresa.
Gospodynie ze Zblewa przyznają, że cotygodniowe spotkania i świadomość, iż ciągle muszą prezentować się publicznie, mobilizują je, żeby dbać o siebie. Pamiętać o regularnych wizytach u fryzjera, kupować nowe ciuchy...
– Odkrywamy siebie. Teraz robimy rzeczy, które naprawdę lubimy, przełamujemy wstyd, widzimy, że możemy być oklaskiwane i doceniane w zupełnie innych dziedzinach. To bardzo miłe uczucie – mówi pani Wanda.

Wspieramy się i pomagamy sobie
Koło w Łapinie zaczęło działać przed
czterema laty. Od trzech – zdobywa pierwsze miejsca w Gminnym Turnieju Kół Gospodyń Wiejskich. W tym roku również się udało. W konkurencji „fryzura wieczorowa”, we własnoręcznie wyhaftowanych strojach, panie zajęły pierwsze miejsce w... województwie. Z ich sukcesów cieszyła się cała wieś.
Dumne są, że z ich inicjatywy (przy pomocy finansowej Urzędu Gminy w Żukowie oraz funduszy unijnych), udało się wyremontować, odnowić i wyposażyć łapińską świetlicę.
– Wykorzystujemy ją jako miejsce zebrań, ale przede wszystkim służy ona dzieciom. Tu mogą odrabiać lekcje, odbywają się tu zabawy, mikołajki, dyskoteki, działa kółko szachowe. Nie mamy szkoły, to jedyny taki obiekt – wyjaśnia Gabriela Fryaut, gospodyni i sołtys Łapina. A w tym roku udało się jeszcze załatwić do świetlicy instruktora... jogi!
– Prawie wszystkie chodzimy i świetnie się czujemy – chwalą się gospodynie.
Nie poprzestają na pracy społecznej. Pani Gabriela jest sołtysem drugą kadencję, a od 10 lat prowadzi gospodarstwo agroturystyczne. Pani Ela podchwyciła jej pomysł. Trzy lata temu z mężem też zdecydowali się na uruchomienie kwater. Stworzyli również miniskansen starych maszyn rolniczych, które odkupują od okolicznych rolników.
Obie panie skończyły unijny kurs agroturystyczny, a także informatyczny. Zamiast gadać przez telefon i płacić wysokie rachunki, mailują do siebie lub rozmawiają na Gadu–Gadu. Gdy mają problemy z komputerami, zwracają się o pomoc do wnuków.
Pani Gabriela na 50. urodziny zrobiła sobie prezent – zapisała się na... kurs prawa jazdy. Jak twierdzi, idzie jej całkiem nieźle. Pani Ela zamierza uczęszczać na kurs od września...
wstecz do góry