Archiwum numerów

zarejestruj się zaloguj się

Spóźniony pociąg

Na stacji Kalety Duże kilkunastu pasażerów oczekujących na pociąg osobowy z Warszewa do Kostomla na próżno wypatrywało nadjeżdżającej lokomotywy.


– Pewnie znowu się spóźni, jak wczoraj – głośno narzekał stojący na peronie, starszy mężczyzna. – Bilety coraz droższe, a nikt się nie przejmuje podróżnymi.


W tym momencie, jakby na jego specjalne życzenie, z rozmieszczonych na dworcu megafonów rozległ się komunikat: Uwaga podróżni! Pociąg do Kostomla przybędzie z opóźnieniem około
60 minut. Za opóźnienie pociągu osoby oczekujące serdecznie przepraszamy.


Zdenerwowani pasażerowie zaczęli dzwonić z komórek do pracy, że przyjadą spóźnieni. Również stojący na peronie aspirant Wolski sięgnął do kieszeni kurtki, wyciągnął telefon i wystukał numer nadkomisarza Majewskiego:

– Szefie, mam problem z dojazdem. Stoję u siebie w Kaletach Wielkich, pociąg się spóźnia, nikt nie wie, co się dzieje.

– Spokojnie, nie musisz się usprawiedliwiać. Zresztą, czekaj na mnie na stacji, za kwadrans po ciebie przyjadę.


Wolski był zszokowany. Od dawna opowiadał wszystkim kolegom, że ma najlepszego szefa pod słońcem, ale nie spodziewał się z jego strony aż takiego poświęcenia.

– Nie trzeba, dam sobie radę
– wykrztusił zaskoczony.

– Nie myśl, że wyruszam specjalnie po ciebie. Pociąg, na który czekasz, stoi kilometr przed Kaletami. Maszynista znalazł przy torach zwłoki mężczyzny. Jadę na oględziny, lekarz też jest w drodze.

Po dwudziestu minutach obaj funkcjonariusze byli już w pociągu, stojącym
w szczerym polu. Pociągi nie jeździły tutaj zbyt często: po trzy dziennie w obu kierunkach. Ten poranny do Kostomla był dzisiaj pierwszy. I od razu taki dramat!

– Jechałem niespełna 30 km na godzinę – mówił maszynista. – W pewnym momencie dostrzegłem dziwny kształt leżący po prawej stronie torów. Kilkadziesiąt metrów przed nim nie miałem wątpliwości, że to człowiek. Zatrąbiłem i zacząłem awaryjnie hamować. Kiedy pociąg zatrzymał się, wysiadłem z kabiny, i podszedłem do leżącego człowieka. Nogi ugięły się pode mną z przerażenia! Twarz miał zakrawioną, ciało było sztywne. Przez radiotelefon powiadomiłem przełożonych o wypadku. Kazali mi czekać na przyjazd pogotowia i policji.


Lekarze nie mogli w tym przypadku nic zrobić. Stwierdzili zgon 50-letniego mężczyzny. Śmierć nastąpiła kilka godzin wcześniej, około północy.

– Najprawdopodobniej przyczyną zgonu były obrażenia wewnętrzne spowodowane wypadnięciem z pociągu – stwierdził doktor Jabłoński. – To wstępna diagnoza, o szczegółach będę mógł powiedzieć coś więcej po sekcji zwłok, ale to najwcześniej pojutrze.

Niestety, przy denacie nie znaleziono żadnych dokumentów. Jedynie
w marynarce był bilet wykupiony poprzedniego dnia wieczorem w Warszewie do Kostomla. Najprawdopodobniej mężczyzna podróżował na tej trasie ostatnim wieczornym pociągiem, co zresztą potwierdził konduktor:

– Wydaje mi się, że znam go z widzenia, często podróżował na tej trasie. Wyglądał mi na urzędnika, bo zawsze trzymał na kolanach albo w ręku brązową teczkę. Ciekawe, co mu strzeliło do głowy, żeby rzucić się z pędzącego pociągu?

– No cóż, to dopiero się okaże – filozoficznie stwierdził nadkomisarz Majewski. – Rozejrzymy się jeszcze trochę dookoła. Ale jak tylko nasi technicy zabezpieczą teren, będziecie mogli dalej jechać – powiedział do maszynisty. – Nie zajmie nam to wiele czasu, maksymalnie pół godziny – zapewnił.

Razem z Wolskim pomaszerowali w kierunku czoła pociągu, by z lokomotywy poinformować z radiotelefonu nastawnię, że za kilkanaście minut skład ruszy w dalszą podróż. Już mieli wspinać się po stopniach do wnętrza elektrowozu gdy uwagę nadkomisarza przykuła leżąca na nasypie, kilkanaście metrów przed lokomotywą brązowa teczka.

Majewski podszedł w tym kierunku, założył na ręce laboratoryjne rękawiczki i otworzył zawartość teczki. Nie było tam nic ciekawego: książka, dwa kolorowe tygodniki, gazeta z krzyżówkami i prawo jazdy wystawione na 52-letniego Mariusza Kostrowskiego. Sądząc po fotografii na dokumencie, należało do mężczyzny leżącego przy torze.

– Teraz przynajmniej wiemy, kim jest denat, nie będzie problemów z jego identyfikacją – stwierdził nadkomisarz Majewski.

– Ciekawe tylko, dlaczego popełnił samobójstwo i wyskoczył z jadącego pociągu – zastanawiał się aspirant Wolski.

– Co jak co, ale w tym przypadku samobójstwo jest na sto procent wykluczone – powiedział z dużą pewnością w głosie Majewski.

Aspirant spojrzał na nadkomisarza
z wyrazem zdziwienia:

– Jak to? – zapytał? – Jest pan tego pewien?

– Absolutnie tak! Pomyśl przez chwilę, a na pewno nie będziesz miał wątpliwości.


Dlaczego komisarz miał pewność, że Mariusz Kostrowski nie popełnił samobójstwa?

wstecz do góry