Archiwum numerów

zarejestruj się zaloguj się

Zagadka kryminalna. Kto okradł jubilera?

Cześć, jak się udała sobotnia zabawa?! – nadkomisarz Majewski zapytał wchodzącego do pokoju aspiranta Wolskiego.

– Wspaniale, dawno się tak nie ubawiłem. Żona narzekała na trochę przygłośną muzykę, ale mnie to nie przeszkadzało. Przypomniały mi się czasy młodości. Wyszalałem się na parkiecie, nawet do pracy przyjechałem dziś jak na skrzydłach.

– To doskonale, Wolski, ale wracaj na ziemię. Dziś w nocy, ktoś włamał się do willi 50-letniego Janusza Markowskiego.

– Tego jubilera, co ma salon w Galerii Handlowej?

– Właśnie tego!

– Byłem w jego sklepie przed świętami kupić żonie prezent pod choinkę. Salon wydał mi się naprawdę odlotowy!

– Teraz czeka nas odlotowe śledztwo. Jedziemy na miejsce, nasi technicy już tam są.

Dom Markowskiego, zbudowany jeszcze w latach 70., nie wyróżniał się niczym szczególnym. Jubiler kupił go przed kilku laty, zaraz po rozwodzie.
Do tej pory nie znalazł nowej stałej, partnerki, jednak na brak kobiet – szczególnie młodych – nie narzekał.

Ostatnio widywano go w towarzystwie 28-letniej Amelii Karskiej.

 - To nie jest kobieta dla niego – mówili o niej sąsiedzi.

Karska prowadziła rozrywkowy tryb życia: dyskoteki, drogie restauracje, powroty do domu nad ranem. Zawsze płacili za to adoratorzy, wśród których nie brakowało młodzieńców z miejscowego półświatka. Co zatem się stało, że nagle zapałał do niej miłością powszechnie szanowany miejscowy biznesmen?

– Może nie mógł się oprzeć jej wdziękom. W końcu jest na kim oko zawiesić – konkludował Wolski.

– Znam kilka ładniejszych i o lepszej reputacji. Zresztą o gustach się nie dyskutuję. Chodź, porozmawiamy z Markowskim, niekoniecznie o pięknych kobietach.

Jubiler siedział samotnie w salonie. Był załamany włamaniem, które wyglądało na robotę zawodowców. Złodziej dostał się do mieszkania na tzw. pasówkę – wykorzystując podrobione klucze. Rabuś czekał na moment, kiedy gospodarz wyjdzie z mieszkania, po czym zaczął plądrować mieszkanie. Zabrał laptopa i złotą biżuterię – przedmioty te właściciel oszacował na
10 tysięcy złotych.

Włamywacz dobrał się również do solidnego sejfu, posiadającego szyfrowy zamek mechaniczny i zamek na klucz. Pomimo szczegółowych oględzin miejsca włamania, nie znaleziono śladów bytności włamywacza.

– Wróciłem do domu około czwartej nad ranem, otworzyłem normalnie drzwi – zeznał okradziony jubiler. – Byłem zmęczony po imprezie u znajomych, gdzie byłem z panią Amelią, potem odwiozłem ją do domu, wreszcie wróciłem do siebie. Poszedłem do łazienki, wziąłem prysznic. Już miałem kłaść się spać, ale poszedłem jeszcze do gabinetu, aby przejrzeć pocztę elektroniczną, bo po SMS-ach w komórce wiedziałem, że mam kilka nowych wiadomości. Kiedy otworzyłem drzwi i zapaliłem światło, stanąłem jak wryty. Szafki były pootwierane, na podłodze walały się porozrzucane rzeczy. Nie wiem, jak złodzieje się tu dostali. Mam porządne, obite drzwi i dobry zamek. Domyślam się, że szanse na odzyskanie biżuterii są nikłe, a co gorsza w sejfie miałem prawie sto tysięcy w gotówce, które też bezpowrotnie straciłem. To utarg z piątku i soboty, którego nie zdążyłem wpłacić do banku. Na całe szczęście byłem ubezpieczony, tak że przynajmniej w części uda się zrekompensować te straty.

– Może nas Pan zaprowadzić do gabinetu? – zaproponował nadkomisarz.

– Proszę iść za mną. Nic tam nie ruszałem, żeby nie utrudnić wam pracy. Pokój wygląda dokładnie tak, jak go zastałem o czwartej w nocy.

Policjanci jeszcze raz przyjrzeli się pokojowi, który pełnił funkcję gabinetu, a jednocześnie pracowni jubilerskiej. Stały tu segregatory z dokumentami, trochę specjalistycznego sprzętu, wagi laboratoryjne, a w specjalnych szufladkach Markowski przechowywał biżuterię, która potem trafiała do sklepu.

– Czy kogoś Pan podejrzewa? A może domyśla się, czyja to robota? – zapytał aspirant Wolski.

– Nikt i nic nie przychodzi mi do głowy. Mam wprawdzie od kilku tygodni młodego praktykanta, ale nie podejrzewam, żeby maczał w tym palce. Raczej nigdy nie rozstaję się z kluczami, więc nie wiem, jak można było je podrobić.

– Możemy jeszcze przyjrzeć się sejfowi?

– Oczywiście, zaraz go otworzę.

Markowski podszedł do sejfu, ustawił odpowiednio kombinację zamka, po czym otworzył metalowe drzwi. Wewnątrz skrytki nie było ani jednego banknotu.

– Panie nadkomisarzu, to mi wygląda na robotę zawodowców – stwierdził aspirant, kiedy został sam na sam z szefem. – Myślę, że trzeba przesłuchać panią Amelię. Nie wykluczam, że to ona mogła nadać tę robotę i pomóc podrobić klucze.

– Jak chcesz, mój Watsonie, spotkać się z piękną kobietą, to umów się z nią na kawę, choć nie wiem, co na to twoja żona. Jeśli chodzi o panią Amelię, to jej zeznania w ogóle mnie nie interesują!

– Ależ dlaczego, przecież ona może naprowadzić nas na ślad włamywacza?!

– Rusz głową…

 

Dlaczego nadkomisarza Majewskiego nie zainteresowały zeznania pani Amelii?

 

ODPOWIEDŹ
Wszystko wskazuje na to, że jubiler upozorował włamanie, aby wyłudzić nienależne mu odszkodowanie. Jest nieprawdopodobne, aby włamywacz zamknął za sobą sejf. Zresztą gdyby nawet tak się stało, to Janusz Markowski nie wiedziałby, czy cokolwiek z niego zginęło, bowiem – jak stwierdził w trakcie przesłuchania – po zauważeniu śladów włamania nie wchodził do gabinetu.


 

wstecz do góry